Google Translator

enfrdeitptrues

Ostatnie komentarze

  • .Leszek
    Proszę bardzo :-)

    Więcej...

     
  • emil
    Dziękuję :-)

    Więcej...

     
  • Monika
    Piąty element to Miłość :-)

    Więcej...

     
  • Kuba
    Piąty element to eter(pole eteru).

    Więcej...

     
  • .Leszek
    Nie ważne gdzie ktoś mówi. Ważne co mówi i z tym można dyskutować, ale na ...

    Więcej...

Gościmy

Odwiedza nas 198 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
2001385

Autor: Dorota Czajkowska-Majewska
Polityka - nr 51 (2432) z dnia 2003-12-20; s. 118-120; Nauka / Neuroteologia


Dlaczego w różnych religiach powtarzają się te same mity? Co łączy nasze przeżycia w miłosnej ekstazie z mistycyzmem religijnym? Czy nasz mózg jest tylko medium służącym do rejestrowania Boga i komunikowania się z nim, czy sam go tworzy? Na te i wiele innych pytań stara się odpowiedzieć nowa dziedzina nauki – neuroteologia.


W
spółczesna kultura zachodnia odchodzi od tradycyjnych zinstytucjonalizowanych religii, jednak potrzeby religijne ludzi odradzają się w innych postaciach: religiach egzotycznych (szczególnie popularny na Zachodzie staje się buddyzm), w religii New Age – oświeconej duchowości, albo w rozmaitych kultach. Jeszcze innym religię zastępuje nauka, twórczość, humanizm. Wszystkie je łączy wspólny mianownik: pierwotna ludzka potrzeba wykraczania poza granice własnego życia.

Nauka stara się zrozumieć wszystkie aspekty ludzkiej natury, także potrzeby religijne. W wielu ośrodkach prowadzi się dziś badania z zakresu neuroteologii, które obejmują analizę neurobiologicznych podstaw wiary jak i ocenę wpływów religii na zdrowie fizyczne i psychiczne. Neurolodzy Andrew Newberg i Eugene d’Aquili z University of Pennsylvania od lat badali biologię religijności i podsumowali swe obserwacje w książce „Why God Won’t Go Away?” (Dlaczego Bóg nie odchodzi), wnioskując, że potrzeba jednoczenia się z uniwersum jest wpisana w anatomię i funkcję naszego mózgu.

Doświadczenia pokazały, że doznania religijne opierają się na aktywności tych samych struktur i systemów układu nerwowego, które kierują bardziej przyziemnymi doświadczeniami i zachowaniami. Krytyczną rolę odgrywa tu autonomiczny system nerwowy, złożony z układu sympatycznego i parasympatycznego, odpowiedzialny za reakcje podniecenia w sytuacjach zagrożenia oraz uspokojenia w okresach bezpieczeństwa, niezbędne dla ratowania i podtrzymania życia. Podniecenie i relaksacja, często występujące równocześnie, są typowe dla doznań religijnych. W przeżycia religijne intensywnie zaangażowany jest nasz mózg emocjonalny (system limbiczny), w którego skład wchodzi podwzgórze, jądro migdałowate i hipokamp.

Ten ewolucyjnie stary system dostarcza nam, podobnie jak innym zwierzętom, agresywności koniecznej do zdobywania pokarmu i walki o przeżycie oraz wytwarza uczucia pierwotnej miłości i rodzinnego przywiązania, niezbędne dla przetrwania gatunku. U ludzi proste impulsy emocjonalne łączą się z wyższymi funkcjami poznawczymi, realizowanymi w wysoce rozwiniętej korze mózgowej, które są odpowiedzialne za uczucia z wyższej półki, takie jak radość, miłość, zachwyt, podziw, zdumienie, zazdrość, frustracja, odraza, platoniczna miłość.

Wysublimowane doznania religijne mają źródło we właściwych dla ludzkiego mózgu sposobach rozumienia i interpretowania docierających doń informacji. Te złożone funkcje umysłu, ukształtowane w procesie ewolucji, umożliwiają nam i naszemu gatunkowi optymalne dostosowanie się do środowiska i przetrwanie. Ich działanie można śledzić badając aktywność mózgu za pomocą wizualizacji obrazowej (PET, fMRI, SPECT). Posługując się tymi technikami autorzy przebadali pracę mózgu osób różnych religii (zakonnic i mnichów buddyjskich) podczas ich praktyk religijnych – modlitwy lub transcendentalnej medytacji.

Strach ojcem Boga?

U źródeł wierzeń religijnych i powszech-nej u ludzi tendencji do tworzenia mitów antropolodzy kładą niepokoje, które nieustannie towarzyszyły pierwotnym ludziom żyjącym w groźnym dla nich, niezrozumiałym świecie. Lęk budziły wszystkie żywioły i zagrożenia dla życia. Strach jest pierwotnym uczuciem odczuwanym przez wszystkie zwierzęta. U jego podstaw leży aktywacja systemu limbicznego mózgu oraz układu autonomicznego, która wywołuje natychmiastową reakcję obronną – ucieczki lub walki. U zwierząt strach jest odpowiedzią na konkretne niebezpieczeństwo, natomiast ludzkie lęki, podsycane naszą zdolnością do abstrakcyjnego myślenia o czyhających i potencjalnych zagrożeniach, często mają charakter egzystencjalny, natrętny – nie pozwalają usnąć, budzą w nocy, nie dają wytchnienia. Ich odczuwanie jest możliwe dzięki wyjątkowo rozwiniętej u ludzi korze mózgowej.

Masywna, silnie pofałdowana kora mózgowa umożliwiła człowiekowi przetwarzanie informacji docierających do jego świadomości w kompleksowy, unikatowo ludzki sposób. Odczuwamy więc nieodpartą potrzebę poznawania, analizowania i nadawania sensu wszystkim doświadczanym zjawiskom. W tym procesie oswajamy nieprzyjazny nam świat, łagodząc psychiczne napięcia. To skłania nasze umysły do tworzenia mitów. Obcując ze śmiercią bliskich, pierwotny człowiek musiał się zastanawiać nad istotą życia i nad tym, czego brakuje zmarłemu ciału. Zauważył, że oddech jest siłą witalną – tak prawdopodobnie powstała koncepcja duszy (łac. spiritus – oddech). Refleksje nad śmiercią rodziły gamę pytań, na które pierwotny człowiek, podobnie jak my, szukał odpowiedzi. Dlaczego umieramy? Dokąd odchodzi dusza po śmierci? Jaki jest sens życia? Jak powstał świat? Mit o nieśmiertelności duszy rozładował lęk przed śmiercią, a wiara w życie pozagrobowe koiła ból po odejściu bliskich. Mity pełniły funkcję balsamu duszy, służąc naszemu przetrwaniu.

Znany amerykański badacz mitów Joseph Campbell twierdzi, że są one uniwersalnymi symbolami, które pozwalają nam penetrować najgłębsze sekrety naszej świadomości nieobjętej rozumem. To tłumaczyłoby powtarzanie się tych samych motywów w mitach różnych religii, takich jak wypędzenie z raju, kradzież ognia bogom, potop oczyszczający świat, śmierć i zmartwychwstanie herosów itp. Według Carla Junga, słynnego szwajcarskiego psychiatry, psychoanalityka, twórcy psychologii analitycznej, mitologiczne archetypy są manifestacją natury ludzkiego umysłu i jego sposobów poznawania świata, a Eugene d’Aquili zauważył, że wszystkie mity można sprowadzić do prostych schematów myślowych i przedstawiania życiowych problemów w formie pary przeciwieństw, co wynika z naszych doświadczeń i ciągłej konieczności dokonywania wyborów. Przeciwieństwa życia i śmierci, dobra i zła, izolacji i jedności zostały wysublimowane przez ludzką wyobraźnię w mitologicznych koncepcjach bogów i ludzi, nieba i piekła, Boga i szatana itp., będących fundamentem większości religii.

Rytmy i rytuały

Nierozłącznym elementem religii są rytuały mocno zakorzenione w naszej neurobiologii. Rytuały, obserwowane również wśród zwierząt, są zakodowaną w genach pierwotną formą zachowań służącą komunikacji między osobnikami wspólnoty. Ich ewolucyjne znaczenie polega na porządkowaniu grup społecznych, łagodzeniu środowiskowych napięć, zachowywaniu harmonii między osobnikami i zwiększaniu bezpieczeństwa grupy. Powszechne w naturze rytuały, takie jak zaloty, są archaicznym środkiem komunikacji seksualnej. Rytmiczne melodie, śpiewy, taniec, modlitwa, medytacja, nierzadko połączone z bodźcami zapachowymi (kadzidła) lub z użyciem substancji odurzających, rezonują z naszymi umysłami, podniecając najpierw układ limbiczny i autonomiczny, a następnie resztę mózgu. Stany te wzbudzają intensywne emocje, równocześnie ukojenie i ekstazę, czasem przerażenie, pozwalając nam unieść się duchowo ponad osobiste życie, połączyć z innymi ludźmi lub transcendentalnie zjednoczyć się z uniwersum. Towarzyszą im zmiany fizjologiczne: obniżenie ciśnienia krwi, tempa oddechu, spadek stężenia we krwi stresowego hormonu – kortyzolu, i usprawnienie funkcji układu odpornościowego. Niereligijne rytuały mają podobne efekty – śpiewanie patriotycznych pieśni lub uczestniczenie w narodowych ceremoniach jednoczy nas z innymi członkami naszej społeczności, sprzyjając przetrwaniu narodu.

Rytmiczne rytuały religijne wprawiają mózg w stan, w którym następuje funkcjonalne wyłączenie orientacyjno-kojarzeniowej części mózgu (głównie płatów ciemieniowych kory mózgowej), która daje nam orientację przestrzenną i pozwala odgradzać siebie od reszty świata. Zacierają się wtedy umysłowe granice i możemy doznawać – typowego dla wszystkich religii – poczucia jednoczenia się ze Wszechświatem, z duchami przodków, z Bogiem. W tych stanach umysłu równoczesnemu pobudzeniu lub wyciszeniu ulega wiele struktur mózgu. Pobudzone jądro migdałowate rodzi podniecenie i lęk. Pobudzone podwzgórze i układ autonomiczny mogą wywoływać stany przyjemności i ekstazy. Uaktywnienie czołowych płatów kory mózgu nadaje emocjom głęboki ładunek znaczeniowy, kojarząc je z ideami i wyobraźnią.

Nieodłącznym atrybutem wszystkich religii jest mistycyzm, czyli wiara, że bezpośrednią znajomość Boga albo absolutnej prawdy można osiągnąć poprzez instynkt lub subiektywne doświadczenia objawienia. Mistycy określają stany mistyczne jako całkowite zanurzenie się duszy w otchłaniach Boga albo przeniknięcie i zatracenie się w boskiej materii. W mistycznej ekstazie równocześnie występują sprzeczne emocje, np. strach i radość, zanika odczuwanie czasu i przestrzeni, intuicja zastępuje racjonalne myślenie. Odczuwa się wtedy transcendentalne wychodzenie poza materię swego ciała, zjednoczenie z Bogiem-Wszechświatem-absolutną świadomością.

Halucynacje zbliżone do stanów mistycznych występują u schizofreników i u osób mających wyładowania epileptyczne w skroniowych płatach mózgu. Można je wywoływać pewnymi lekami i substancjami odurzającymi, zdarzają się w sytuacjach ekstremalnego stresu, niedotlenienia mózgu, wyczerpania fizycznego albo izolacji. Nie wiadomo, jaki odsetek słynnych mistyków miał zaburzenia psychoneurologiczne. Zdaniem Newberga i d’Aquili autentyczne doznania mistyków różnią się od stanów chorobowych odczuciem realności, natomiast chorzy po przeminięciu halucynacji mają na ogół świadomość, że były to iluzje, aberracje, sny.

Mistycyzm religijny jest doznaniem jednostek, lecz umysły większości z nas są stworzone do odczuwania transcendencji. Są nią stany zachwytu doświadczane w obcowaniu z olśniewającym pięknem – naturą, muzyką, sztuką, ideami, które nas poruszają. Są to stany podobne do miłosnej ekstazy. Obserwuje się wówczas nasilone działanie neuroprzekaźników miłości i przyjemności (dopaminy, endorfin, oksytocyny). Doświadczeni mistycy i buddyści, którzy wytrenowali do perfekcji technikę transcendencji, nierzadko osiągają stan niezwykłej duchowej sublimacji zwany unio mystica – poczucie całkowitego zjednoczenia z absolutem, którego treść zależy od rodzaju wiary. Nie istnieje wówczas ja ani osobny świat – jest tylko absolutna jedność. Dla katolickiego mnicha może to być połączenie z Chrystusem, a dla buddysty – roztopienie się w nirwanie. Stany takie zdarzają się też naukowcom i twórcom, którzy bezgranicznie zanurzają się w obiekcie swego badania lub w twórczości. Do takich stanów wszyscy tęsknimy.

Śladami Erosa

Dlaczego pragmatyczna ewolucja, której zależy tylko na naszym osobniczym i gatunkowym przeżyciu, wyposażyła nasze mózgi w zbędne, zdawałoby się, dla tego celu zdolności do odczuwania transcendencji? Odpowiedzi na to pytanie są spekulacyjne. Wiele wskazuje na to, że umiejętności te nie rozwinęły się specjalnie do celów duchowo-religijnych, lecz służą naszemu przetrwaniu. Autorzy sugerują, że neuronalne mechanizmy transcendencji wyewoluowały z mechanizmów służących doświadczeniom seksualnym, które włączają ekstremalnie silne i przyjemne odczucia podniecenia, ekstazy, błogości i zjednoczenia z obiektem miłości. Uczucia orgazmiczne są jakościowo podobne do wysublimowanych odczuć mistyków i opisywane są podobnym językiem. Miłość, ekstaza – to słowa obcowania z Bogiem jak i doznań miłosno-erotycznych.

Osobiste doznania transcendentalne, zdeterminowane anatomią i funkcjami ludzkiego mózgu, są odbierane przez mistyków i wierzących jako dowód istnienia Boga. Fakt, że religie utrzymują się w ludzkich społeczeństwach od mileniów, dowodzi, iż były one dla nas korzystne. Religijne przesłania moralno-etyczne umożliwiały bardziej harmonijne życie społeczne. Badania pokazały, że wierzący żyją średnio dłużej, rzadziej chorują i szybciej zdrowieją od niewierzących. Można to tłumaczyć dobroczynnym wpływem socjalizacji, ale możliwe też, że uaktywnianie duchowych struktur mózgu wpływa dodatnio na fizjologię. Praktyki religijne, takie jak modlitwy i medytacje, uspokajają, usuwają stresy, działają antydepresyjnie, zwiększają pewność siebie, poprawiają stosunki międzyludzkie i wytwarzają poczucie grupowej solidarności. Świadomość, że czuwa nad nami siła wyższa, że jesteśmy częścią nieśmiertelnej całości i nasze życie ma kosmiczny sens, działa kojąco. Możliwe, że uczucia religijne dały ludzkości siły psychiczne konieczne dla przetrwania i ewolucja utrwaliła neuronalną maszynerię duchowości.

Religie mają też swoje ciemne strony – dogmaty hamują postęp, a zbyt dosłowne lub zniekształcone traktowanie religijnych nakazów może wypaczać psychikę. Choć fanatyzm religijny bywał źródłem ludzkich tragedii, zdrowe społeczeństwa broniły się przed nim. Irracjonalne nakazy religijne rodziły bunt, który stymulował pozytywne przemiany społeczne.

Badania neuroteologiczne sugerują, że Bóg został odkryty przez świadomość człowieka w mistycznych doznaniach, u źródeł których leży aktywność transcendentalnej maszynerii mózgu. Nie pozwalają jednak na stwierdzenie, czy Bóg istnieje jako zewnętrzna siła ani kim/czym on jest. Nie odpowiadają też na pytania, czy nasz mózg jest tylko medium służącym do rejestrowania Boga i komunikowania się z nim, czy on sam tworzy Boga. Ani nie dowodzą, że osoby religijne są lepszymi ludźmi od agnostyków czy ateistów. Sugerują natomiast, że osobiste i zbiorowe doświadczenia religijne były korzystne dla ewolucji i cywilizacji człowieka.

Religie istnieją, ponieważ nasze mózgi mają predyspozycje do tworzenia holistycznych wizji świata. Zdolności przekraczania granic własnego ja, sięgania myślą w abstrakcyjną nieskończoność, jednoczenia z uniwersum. Dzięki tym zdolnościom człowiek stał się wolny, pokonał strach i śmierć i znalazł uniwersalną miłość.

Dorota Czajkowska-Majewska

Autorka jest doktorem neurochemii, pracuje w National Institutes of Health w Bethesda pod Waszyngtonem.

.

HEADER 

#1 Monika 2014-08-19 07:17
Cytat: "Dlaczego pragmatyczna ewolucja, której zależy tylko na naszym osobniczym i gatunkowym przeżyciu, wyposażyła nasze mózgi w zbędne, zdawałoby się, dla tego celu zdolności do odczuwania transcendencji?" Może nasze życie rozciągnie się z czasem w transcendencję, inny wymiar?
Cytuj Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz